- Wojtek, wyście taki mondrala, wsytko prawie wiycie, to powiydzcie wiela jest prowd? Gazda na to: - Jo znom jino trzy. Piyrso to świynto prowda, drugo tyż prowda, i trzecio gówno prowda. Wraca gaździna pociągiem z jarmarku i pyta siedzącego z nią w przedziale pasażera: - Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje? - Mnie nie! Rozmawiają dwie gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali: - A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to się tak jakoś nazywo: ugryź - nie, nie ugryź!... użarł - nie, nie użarł... A! już wim! UJOT! Bacowa budzi swojego męża w środku nocy. - Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ją i zabij. - Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści. Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odleglość 100 metrów, drugi,że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi: - Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam Zakopane, mijam Gubałówkę,a tu jak halny nie powieje i wróciło mnie na 30 metr. Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: - Powiedźcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpwiada: - A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podo si się że swojego miejsca juhas i woła: - Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie! Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Wraca gaździna pociągiem z jarmarku i pyta siedzącego z nią w przedziale pasażera: - Proszę pana, czy w Zimnej Wodzie staje? - Mnie nie! Rozmawiają dwie gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali: - A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to się tak jakoś nazywo: ugryź - nie, nie ugryź!... użarł - nie, nie użarł... A! już wim! UJOT! Bacowa budzi swojego męża w środku nocy. - Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ją i zabij. - Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści. Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odleglość 100 metrów, drugi,że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi: - Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam Zakopane, mijam Gubałówkę,a tu jak halny nie powieje i wróciło mnie na 30 metr. Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: - Powiedźcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpwiada: - A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podo si się że swojego miejsca juhas i woła: - Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie! Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Rozmawiają dwie gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwali: - A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim uniwersytecie, co to się tak jakoś nazywo: ugryź - nie, nie ugryź!... użarł - nie, nie użarł... A! już wim! UJOT! Bacowa budzi swojego męża w środku nocy. - Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ją i zabij. - Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści. Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odleglość 100 metrów, drugi,że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi: - Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam Zakopane, mijam Gubałówkę,a tu jak halny nie powieje i wróciło mnie na 30 metr. Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: - Powiedźcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpwiada: - A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podo si się że swojego miejsca juhas i woła: - Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie! Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Bacowa budzi swojego męża w środku nocy. - Antoś, pchła mi chodzi po plecach, złap ją i zabij. - Zapal światło - doradza zaspany baca. - Jak cię zobaczy, to sama zdechnie ze strachu. Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści. Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odleglość 100 metrów, drugi,że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi: - Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam Zakopane, mijam Gubałówkę,a tu jak halny nie powieje i wróciło mnie na 30 metr. Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: - Powiedźcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpwiada: - A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podo si się że swojego miejsca juhas i woła: - Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie! Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Siedzi Baca razem ze skoczkami narciarskimi i wysłuchuje ich opowieści. Pierwszy skoczek chwali się, że skoczył na odleglość 100 metrów, drugi,że pobił rekord skoczni. Na to Baca mówi: - Jak ja skoczyłem z tej skoczni to lecę, lecę, patrzę mijam koniec wybiegu, tam gdzie zatrzymują się inni, mijam Zakopane, mijam Gubałówkę,a tu jak halny nie powieje i wróciło mnie na 30 metr. Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: - Powiedźcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpwiada: - A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podo si się że swojego miejsca juhas i woła: - Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie! Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca rozwodzi się z Gaździną. Odbywa się rozprawa w sądzie. Sędzia pyta się Gazdy: - Powiedźcie Gazdo, dlaczego chcecie się rozwieść z tą Gaździną, przecież żyjecie razem już 20 lat, w czym Wam ona zawiniła? Gazda na to odpwiada: - A bo Panie sędzio, ona mi seksualnie nie odpowiada. Na to w końcu sali podo si się że swojego miejsca juhas i woła: - Głupoty Gazdo gadacie! Całej wsi odpowiada, a Wam nie! Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec. - Dokąd je prowadzicie? - Do domu. Będę je hodował. - Przecie nie macie obory, ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać? - W mojej izbie. - Tož to straszny smród. - Cóż, będą się musiały przyzwyczaić. Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca przyjechał do Warszawy. Myśli sobie - psejodę się tromwojem. Idzie do kiosku i gada: - Poproszę bilet na tromwaj. Miysce konicznie sidzońce. Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Góral stanął przed sądem oskarżony o pobicie. - Oskarżony twierdzi, że uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą? - Ano tak - zgadza się góral. - I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu? - Skoro tak dochtor powiedział... - W takim razie co było w gazecie? - Nie wiem, nie czytałem. Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Z nienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi: - Nooooooo... Jada dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi: - Noooooooooooooo... Znowu jada dalej. Nagle kolejny piorun uderza w gazdzinę jadacą na furmance, a gazda zadowolony: - No!!! Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Przyjechał turysta w góry. Nocuje u bacy. Rano baca pyta: - Czy wy w nocy nic ze sobą nie robicie, że się światło cały czas pali?... - Baco, przy świetle to dopiero przyjemność! Na drugi dzień turysta pyta bacę: - No i jak, lepiej przy świetle? - Lepiej, lepiej - i ile dzieci miały uciechy! Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Siedzi góral na szczycie Rys i krzyczy: - Hej!... Morze, nasze morze... Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca rozmawia z turystą: - Zabiłem wczoraj 10 ćmów - mówi baca. - Ciem - poprawia turysta. - Kapciem. - Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Wisi Baca na drzewie na jednej ręce i czyta książkę, którą trzyma w drugiej.Przechodzący turysta przystaje i mówi: - Baco! We wsi powiadają, że Baca ma zdolności parapsychiczne! Na to Baca: - A głupoty gadają! Na to turysta odchodzi w swoją stronę. Baca, dalej wisząc na drzewie puszcza gałęź na której wisiał i przewraca ze spokojem kartkę, wisząc w powietrzu. - Oj pieprzą głupoty w tej wsi, oj pieprzą! Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Idzie dwóch baców koło sklepu spożywczego... - Baco ! Wiejejmy stąd ino żywo !!! - A czemusz to !? - Bo tu piszą "Dżemy jaja !!!" Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Podczas wizyty prezydent USA zwiedza z Gierkiem Zakopane. Nagle słyszą krzyk i płacz kobiety. Patrzą - a gazda za chałupą grzmoci żonę.Prezydent pyta go dlaczego tak się znęca nad kobietą. Gazda mówi: - Chciała mieć fiata - kupiłem. Chciała mercedesa - kupiłem. Ale teraz jej się helikopterem zachciało latać. Nie kupię, bo tu góry i jeszcze mi się baba zabije! Prezydent pokiwał ze zrozumieniem, ale Gierek wziął gazdę na stronę i pyta: - Gazdo, a tak naprawdę o co poszło? - Przeca nie powiem obcemu, że mi bzdziagwa bony na cukier zgubiła. Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Pytają bacę: - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami ? Baca: - No. - Ale one urodziły się tego samego dnia ?! - No... - ... w odstępach piętnastominutowych !!! - No to co ?! Ja mom rower ... - Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Staro, obruciłabyś się ku mnie. - Kces mnie, mój chłopecku ? - Nie, ino puscoł bąki. Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Do "Pewex"-u przyszedł z wiaderkiem góral: - Pani, han co to za flaska ? - Francuski koniak. - Loć! - Proszę bardzo. - A hanta flasysia piykno mi się widzi. - To jest najlepsze wino portugalskie 'Porto'. - Loc. A hanta ? - Polski spirytus. - Dużo loć. Za to sycko kielo płacem ? - Dwieście pięćdziesiąt dolarów. - Wyloć ! Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca być świadkiem wypadku samochodowego, poldek walnął w drzewo.Przesłuchuje go gliniarz: - Baco jak to było? Na to baca: - Panocku widzicie to drzewo? - Widzę. - A oni nie widzieli... - Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Baco, czy pokażecie nam Giewont? - pytają turyści. - Jo. Widzita ta pierwsza górka? - Tak. - To nie je Giewont. A widzita ta druga górka? - Tak. - To tyż nie je Giewont. A widzita ta trzecia górka? - Nie. - To je Giewont. Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Zmarznięty w czasie śnieżycy turysta puka do bacówki - otwiera baca. - Macie baco coś do jedzenia? - Niii! - To może chociaż wrzątek macie ?? - Mom... ino zimny. Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Ten sam turysta w następne wakacje zachodzi w deszczu do bacówki,baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega że do talerza leci mu z góry woda... - Baco dach ci przecieka. - Wim... - To dlaczego nie naprawisz ?? - Ni mogą, przecież deszcz pada. - To dlaczego nie naprawisz kiedy nie pada ?? - A bo wtedy nie cieknie... Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Początkujący narciarz pyta bacę: - Czy ten zjazd jest niebezpieczny? - A gdzie tam, panocku, wszyscy zabijają się dopiero na dole! - Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Czy to prawda baco, że tutejsi ludzie nie lubią przybyszów z nizin? - pyta turysta górala. - A bo ja to wim... Widzicie panocku ten cmyntorz? - Widze... - Tu leżą ci, co przyśli na zabawę bez zaproszenia... Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać. - Maryna, pomóż bo ni mogę kosuli ściongnoć - prosi żonę. Ta podchodzi i załamuje ręce. - Jezusicku, Jędrek, psecie ty mas ciupaskę w plecach! Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca słyszy krzyki z podwórka: - Czego tam? - Bacoooo! Potrzebujecie drewna? - Nieeee! Przecie mom! Rano baca budzi się, wychodzi na podwórko, patrzy: - O kur**! Gdzie moje drewno?! Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Sprawa w sądzie. Sędzia pyta oskarżonego - górala: - Zawód? - Mechooptyk. - Co? - Mechooptyk! - A co pan robi? - Optykam chałupy mchem.... Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Zapisują bacę do Partii. Sprawdzają życiorys. - No a jak to było po wojnie? Byliście w jakiejś bandzie? - Ni, ta bydzie pirsa. Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy: - Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!!! Biegnie, patrzy a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera i: - Lo Jezu, Jezu, Jezu! Turysta: Baco! Baco co wam się stało?! Baca: Mnie? Nic. Lo Jezuuuu!!! Jezu, Jezu, Jezu!!! T: A może komuś w waszej rodzinie? B: Mojej? Ni. Lo Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!!! T: No to co tak lamentujecie? B: Lo Jezu, jak mi się robić nie chce! Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Zapisują bace do spółdzielni produkcyjnej. - Dacie krowę do spółdzielni? - Dom. - Dacie konia do spółdzielni? - Dom. - Dacie owce do spółdzielni? - Nie dom. - Dlaczego? - Bo mom. - Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Baco, czy można tu gdzieś kupić części zamienne do samochodu ? - Zaraz za wioską jest ostry zakręt nad urwiskiem, a części leżą na dole... Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Idzie sobie baca i ciągnie na sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony: - A co to baco, zegarek na sznurku ciągnięcie? - Ja go wreszcie nauczę chodzić! Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Nad Morskim okiem siedzi stary gazda. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają : - Co tu robicie? - Łowie pstrągi. - Przecież nie macie wódki. - Pstrągi łowi się na lusterko. - W jaki sposób? - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ja wam zdradzę.Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją gaździe.On tłumaczy... - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać to ja go kamieniem i już jest mój... - Ciekawe... A ile już tych pstragów złowiliście? - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie... Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca dobiera se do gaździny. W pewnym momence gaździna mówi: - Baco, gniewom się - A o co si gniewocie gaździno? - Ja nie mówię że się gniewom ino że się wom ch... gnie! Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Turysta spał u bacy. Rano bydzi się i drapie. Widząc to baca pyta: - Cóż to panocku, wsiura wos ugryzła? - Nie, w plecy. - Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Baco! To gówno to ludzkie czy zwierzęce? - To? Ludzkie. - A po czym poznajecie? - A bo to moje. Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Dwóch górali postanowiło sprawdzić ile ludzi jest w knajpie w Żywcu.Uradzili, że jeden będzie wyrzucał gości a drugi liczy. Tak też zrobili.Słychać brzęk tłuczonego szkła, okrzyk "O Jezu" a góral liczy: - Roz Znowu okrzyk i: - Dwa W pewnym momence brzęk i wylatujący mówi: - Teroz nie licz bo to jo. - Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
- Baco, czym zabiliście sąsiada? - A synecka, Wysoki Sądzie... - Wieprzowa, czy wołowa? - Kolejowa... Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Góral wraca z dwuletniej służby w wojsku. Żona Jagna ciągnie go zaraz do sypialni. On sprzeciwia się i wyprowadza ją na spacer. - Widzisz Jagna to piękne błękitne niebo? - No widzę! Hodź do sypialni. - A widzisz te piękne wzgórza? - Widzę, no choć już! - A widzisz te piękne laki? - No widzŠ widzę! No choć do ... - No to patrz i patrz, bo teraz będziesz przez miesiąc ino sufit oglądała. Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Siedzi Baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi, przechodzi turysta : - Baco spadniecie ! - Ni, nie spadne ! - Spadniecie ! - Ni ! - No mowie wam ze spadniecie ! - Eeee, ni spadne ! Nie przekonawszy bacy Turysta poszedł dalej.Baca piłował, piłował aż spadł. Pozbierawszy się popatrzył za znikającym w oddali turystą i rzekł : - Prorok jaki, czy co ? Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Przychodzi Baca do ubikacji. Czeka, czeka, wszystkie kabiny zamknięte.Zniecierpliwiony, zapytuje: - Je tam kto? [czy jest tam ktoś? przyp. tlumaczą] W odpowiedzi dochodzi go zduszony głos: - Tu się ni je, tu się sro! Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Siedzi baca na przyźbie, podchodzi turysta: - Co robicie baco? - A tak sobie siedzę i myślę. - A to wy zawsze tak ? - Nie, ino jak mam czas. - A jak nie macie czasu ? - To sobie ino siedzę. Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Przychodzi baca do kolegi chirurga i mówi: - Wiesz Kazik pomóż, mam brzydką żonę ! Weź ty jej zrób jakąś operację ! - Ja nie dam rady, ale pogadam z doktorami w Krakowie może się da, ale to będzie kosztować z jakieś dziesięć tysięcy. Spotykają się po dwóch tygodniach. Mówi lekarz Kazik: - Tak jak mówiłem, da się załatwić, ino dziesięć patyków przynieś. - A wiesz Kazik, już nie trzeba, gajowy zgodził się za pięć stówek odstrzelił. Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudowywał, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba: - Panie Boże! Za jakie grzechy ?! Na to głos z nieba: - Oj nie za żadne grzechy, nie za grzechy. Tylko cosik ja cię chyba Józek nie lubię... Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Siedzi baca przed chałupą i pierze w misce kota. Przechodzi turysta i słysząc straszne piski probuje zaprotestować: - Baco, co robicie ?! - ano kota piere - rzecze baca - ale baco, kotów się nie pierze! - piere sie piere. Nie przekonawszy bacy,turysta wybrał się w dalszą drogę. Kiedy wracał po kilku godzinach zobaczył bace i leżącego obok zdechłego kota. Pokiwał głową i mówi: - a mówiłem, że kotów się nie pierze? - piere sie piere ino nie wyżyma... Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Idzie sobie turysta polaną w górach i widzi bacę. A baca pasie sobie owce.Czarne i białe. No i turysta się go pyta: - Baco.. Ile mleka dają te owce? - Ano białe czy czorne? - No wszystkie. - Białe dwa litry.. - A czarne? - Ino tyż dwa litry. - A ile trawy jedzą? - Białe czy czorne? - No wszystkie.. - Białe trzy kilo. - A czarne? - Tyż trzy kilo. Rozmawiają tak z piętnaście minut i okazuje się że białe owce nie różnią się niczym innym niż kolor wełny.Wreszcie zdenerwowany turysta pyta się jeszcze raz: - No to czemu baco je tak rozróżniacie? - Ano białe owce są moje. - A czarne czyje? - Ano tyż moje. Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Obchodzona była właśnie Setna Rocznica Urodzin Lenina ( SRUL ). Znaleźli tedy i bace starego z Poronina, co to Lenina pamiętał, i poprosili go, co by opowiedział im coś o spotkaniu z Leninem, jaki to Lenin był miły, i dobroduszny. Siad tedy Baca na rogu chałupy, i powiada: Pamiętam była wiosna, topniały śniegi, świeciło ślicznie słoneczko. Towarzysz Lenin postanowił się ogolić. Wyszedł tedy na ganek z miednicą, mydłem pędzlem.Ledwo sobie namydlił pysk podbiegł do niego mały chłopczyk. Popatrzył na towarzysza Lenina i zawołał : " Towarzyszu Lenin, łysiejecie ! ". Towarzysz Lenin uśmiechnął się, ... a mógł przypierdolić ! Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta. - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa. - Nie spadne. Za godzinę wraca turysta, patrzy, a pod drzewem leży baca. - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie. - piwo się, śpiwo, ino się nie tańcy. Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka: - to je iglok ! - to je śpilok ! Przechodzil tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował: - to nie je ani iglok, ani śpilok. To je kolcok ! Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Idzie baca przez Połoniny i widzi jak turysta robi pompki dla zdrowia. Stanął i kiwa głową z podziwem. - Różne ja wiatry widziałem, ale żeby babę spod chłopa wywiało...? Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Policjant zatrzymuje bacę jadącego furmanką. - Baco, co wieziecie? Baca nachyla się i szepcze: - Siano. - Czemu tak cicho mówicie? - Żeby koń nie usłyszał! Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca wydłubał sobie oczy, powiesił je na drzewie i powiedział: - Oczywiście. W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
W Morskim Oku w przerębli kąpie się baca. - Baco, nie zimno wam? - pytają się turyści. - Ni. - Ciepło? - Ni. - A jak wam jest? - Jędrzej. Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdzającego Mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca się pyta : - a co to panocku, za znacek z psodu ? - To ? (mówi kierowca pokazując na znaczek mercedesa), to taki celownik, jak kogoś złapie w ten celownik, to już na pewno trafię. - aha. Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie jakiś facet na rowerze. Baca mówi : - A weźcie, panocku, tego człowieka w ten celownik .... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się "w celowniku", ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia,to w ostatniej chwili skręcił,aby nie trafić rowerzysty, chwilę potem baca się odzywa : - iiiii, kiepski ten pański celownik, gdybym nie roztworzył drzwi to byśmy go nie trafili. Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi. - Baco, drzwi w domu nie macie? - Krzyczy na niego sprzedawczyni. - Mom, i taką cholerę jak wy, tyż mom. Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Turysta pyta się górala: - Baco czemu ciągniecie ten łańcuch? - A co, mam go pchać? Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Wywiad z baca: - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy? - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję... - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka. - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. W południe idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki,które czytamy do wieczora. Wieczorem idziemy do Franka i czytamy jego rękopisy. Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?
Spotyka się dwóch górali wysoko w górach. - Baco, wełna drożeje! - A kto powiedział? - Wałęsa. - A gdzie on pasie?